sobota, 8 lutego 2014

20.

TADA!
Witam Was moi drodzy. Wiem, że bardzo długo czekaliście na ten rozdział, przepraszam Was, za taką długą przerwę. Przez sesję nie miałam czasu nad myśleniem nad rozdziałami.
Ale w końcu jestem. Przyznam się siedziałam dzisiaj nad tym. Nie podoba mi się tylko perspektywa Hazzy, mogłaby być lepsza, ale na nieszczęście jego postać trafiła na początki mojej "weny"..
I najważniejsze, bo bez tego chyba bym dzisiaj nie dodała notki. DZIĘKUJĘ MOJEJ KOCHANEJ SIS ZA POMOC NAD ROZDZIAŁEM. NAPRAWDĘ NIE WIEM CO BYM BEZ CIEBIE ZROBIŁA <3 KC xx
PS.
Nie zabijajcie mnie, ok?


Harry

  Przyjeżdżając do rodziców Sophie miałem nadzieję, że naprawdę uda mi się z nią porozmawiać, chociaż na kilka minut. Zaproszenie na kolację wydało mi się idealnym pretekstem na to, aby znów się spotkać z dziewczyną i być może namówić do poważniejszej rozmowy. Ale było to niestety niemożliwe. Dała mi jasno do zrozumienia, że nie będzie ze mną gadać, jeśli nie zacznę zachowywać się normalnie. Co najlepsze nie widziałem o co jej właściwie chodziło. Nie widziałem nic złego w moim zachowaniu. Może faktycznie trochę mnie poniosło, kiedy ją pocałowałem, ale przecież mogła to przerwać. Tylko ona wcale tego nie zrobiła. Dała mi zielony sygnał, więc dlaczego nie miałem tego wykorzystać? Zastanawiało mnie to, czy nie potrafiła dostrzec tego, że nadal jestem tym samym Harrym sprzed kilku lat? Dlaczego nagle teraz zaczęła dostrzegać we mnie pełno wad i tak szybko zrezygnowała z naszej przyjaźni? Starałem się walczyć o to, żeby naprawić pomiędzy nami więź i równocześnie pokazać jej, że mi na niej zależy, ale ona wszystko musiała odbierać inaczej. Zmieniła się, a tym powodem był nie, kto inny jak Niall.
  Traktowałem go jak swojego brata, zwierzałem się mu ze wszystkiego, opowiadałem tyle o Sophie, że mógł się już wtedy domyślić, że bardzo mi na niej zależy, ale na tej pamiętnej domówce, po prostu to wszystko wykorzystał.

  Po wyjściu Soph, jej rodzice przez chwile siedzieli w milczeniu i wpatrywali się w miejsce gdzie jeszcze niedawno stała. Dostrzegłem smutek na ich twarzach. Chcieli spędzić czas ze swoja córką, a ona po praktycznie godzinie wyrwała z domu jak poparzona, wcześniej obierając telefon. Od kogo on był, mogłem się tylko domyślać.
  Chwile później rozległ się głos pisku opon i ryk silnika odjeżdżającego samochodu i pani Hamilton zerwała się z miejsca. Podbiegła do okna i odsuwając firankę wyjrzała na zewnątrz szukając źródła hałasu.
-Mam nadzieję, że to nie był właśnie powód jej dziwnego zachowania.
-A mi się wydaje, że właśnie tak.- kobieta spojrzała na mnie, pytająco unosząc brwi. Westchnąłem i przez chwilę zastanowiłem się czy jest to dobry pomysł zdradzać tajemnicę dziewczyny. Przemyślałem każde za i przeciw i więcej było tych pierwszych. Zresztą, co mogłem stracić? Jej rodzice i tak byli za mną, a jeśli dowiedzą się, jaki naprawdę jest Niall, tylko na tym zyskam.
-Poznała właśnie pani, może nie osobiście, chłopaka Sophie.
-To ona ma chłopaka?- Tony był wyraźnie zaskoczony ta informacją, a ja miałem ochotę parsknąć śmiechem widząc jego minę.- Nic nam o tym nie mówiła.
-Oboje starają się to utrzymać w tajemnicy.- mruknąłem pod nosem, unikając wzroku małżeństwa.
-Teraz to już nie jest żadna tajemnica.- burknął pan Hamilton.- Od jak dawna są razem?
Wzruszyłem ramionami.
-Już jakiś…- przerwałem, słysząc w oddali sygnał syreny policyjnej. Zmarszczyłem brwi, gdy dźwięk stawał się coraz to głośniejszy. Przełknąłem z trudem ślinę. Czułem jak na gardle zaciska mi się niewidzialna pętla. Ogarnęło mnie bardzo złe przeczucie.
  Syreny ucichły, ale sekundę później wnętrze domu rozświetliły mrugające złowieszczo czerwono-niebieskie światła.
-A to co?- spytał zdumiony Tony, podchodząc do żony, która wciąż stała przy oknie. Stałą odwrócona do mnie tyłem, ale widziałam jak zaciska dłoń na białym materiale firanki, a jej ciało sztywnieje.
-Policja…- wyszeptała i odwróciła się do męża. Jej twarz była biała jak kreda.
Zerwałem się z miejsca i ignorując spojrzenia rodziców dziewczyny, popędziłem w stronę drzwi. Byłem już prawie na miejscy, gdy w domu rozbrzmiał dźwięk dzwonka. Znów ten cholerny ucisk, niezwiastujący niczego. Bo niby po co policja miałaby tutaj przyjeżdżać? Państwo Hamilton byli uczciwymi, dobrymi obywatelami, a poza tym, czym mogliby się narazić sąsiadem skoro mieszkają tutaj od niedawna? Jeśli oczywiście byłaby taka opcja, ze to właśnie ktoś ze sąsiadów ich wezwał. Ale nie. Byłem w stu procentach pewny, że chodzi o coś innego.
Nie czekając na właścicieli, szybko otworzyłem drzwi. Stanąłem twarzą w twarz z funkcjonariuszem policji o niemal podobnej do mnie posturze. Mundurowy zmierzył mnie spokojnym spojrzeniem, po czym przeniósł wzrok za moje plecy. Poczułem silną dłoń ojca Sophie na ramieniu i odsunąłem się nieco na bok, robiąc mu miejsce.
-Czy mam przyjemność rozmawiać z państwem Hamilton?
-Tak. O co chodzi?- w głosie Tony’ego czuć było już narastające napięcie. Marszczył czoło i zaciskał nerwowo wargi, czekając na odpowiedź. Natomiast Mary, stanęła za mężem i opierała dłoń na jego plecach, a drugą co chwilę poprawiała swoją idealną fryzurę.
Wszyscy skupiliśmy swoje oczy na mundurowym. Dopiero wtedy dostrzegłem u niego jakąś zmianę. Do tej pory starał się być opanowany, zachowywał spokój, ale teraz widząc nas oczekujących na to co ma nam do przekazania, zaczynał się lekko denerwować. Przestąpił z nogi na nogę i westchnął ciężko, zanim sięgnął do kieszonki wewnątrz kurtki. Wyciągnął z niej małą prostokątną kartkę i podał ją Tony’emu.
-Czy to pańska córka?
Hamilton odebrał karteczkę, która okazała się dowodem osobistym Sophie i skonał delikatnie głową.
-To ona…
-Co się do cholery stało? Czy może pan w końcu nam powiedzieć?!- Mary będąc do tej pory cicho, nie wytrzymała i krzyknęła na policjanta. Jej błyszczące od napływających łez oczy, błądziły po twarzy mężczyzny. Zignorował jej wybuch i powoli, patrząc prosto w oczy Tony’ego, który wydawał się najwięcej opanowany, wyrecytował te cztery koszmarne słowa.
-Wasza córka miała wypadek.


Sophie

  Do moich uszu, wciąż docierało coraz to bardziej donośniejsze, irytujące pykanie. Na początku był to lekko przytłumiony dźwięk i dochodzący z bardzo daleka, ale teraz stawał się nie do zniesienia. Chciałam, żeby to cholerstwo w końcu przestało, bo działało mi to już na nerwy. Ponadto za każdym razem gdy chciałam się poruszyć, czułam się jakby moje ciało było tak unieruchomione żeby uniemożliwić mi jak najmniejszy ruch.
  Przebudziłam się, mój umysł był już całkiem świadomy, więc powoli, otworzyłam oczy. Nie sadziłam, że ta czynność będzie mi sprawiała tyle trudu. Powieki ciążyły mi niemiłosiernie, czułam się jakby ważyły tonę. Na dodatek oślepiło mnie rażące światło, padające wprost na moją twarz. Zmrużyłam oczy i chciałam podnieść rękę, aby przysłonić światło, ale udało mi się tylko podnieść ją z materaca zaledwie na parę milimetrów. Zmarszczyłam zdezorientowana czoło i przyzwyczajając się powoli do jasności panującej wokół, spojrzałam na swoje górne kończyny. To, co zobaczyłam, wywołało u mnie nie małe zaskoczenie. Lewą rękę od łokcia aż po palce, pokrywał gips, że tylko dostrzegałam koniuszki palców, wystające za białego materiału bandaża. Natomiast prawa, była tylko pokrywa bandażem, a w zgięciu łokcia tkwiła przeźroczysta rurka z przeźroczystym płynem. Podążyłam za nią wzrokiem i zobaczyłam, ze jej drugie zakończenie kończy się przy kroplówce, wiszącej nad moją głową.
  Zaraz. Co się dzieje? Gdzie ja kurwa jestem?
  Pikanie, które mnie obudziło dochodziło z aparatury kontrolującej mój puls. Byłam w szpitalu, okej, ale dlaczego? Nie potrafiłam sobie przypomnieć co takiego się stało, że leżałam tutaj, podłączona do tego cholerstwa. Położyłam głowę powrotem na poduszkę i zamknęłam oczy. Spróbowałam przywołać jakieś wspomnienia, ale jedynie, co widziałam to czarne plamy i nasilający się ból głowy. Krótki jęk wydobył się z moich ust, wzięłam głęboki oddech. Odwróciłam na bok głowę, słysząc ciche skrzypienie i zobaczyłam zwiniętą w kłębek mamę, leżącą na drugim szpitalnym łóżkiem. Na jej twarzy malowało się zmęczenie. Pierwsze co chciałam zrobić, to wstać, podejść do niej i ją przytulić, ale uświadomiłam sobie, że nie mogę. Poruszyłam się niespokojnie w miejscu. Powoli robiłam się niecierpliwa. Chciałam jak najszybciej otrzymać odpowiedzi na pytania, które krążyły po mojej głowie.
Rozejrzałam się i dostrzegłam w zasięgu prawej ręki przycisk, który po naciśnięciu przywoła zapewne kogoś ze szpitalnego personelu. Sięgnęłam po niego i wcisnęłam czerwony przycisk, czekając na kogoś.
  Nie trwało to długo. Lekarz, a zaraz za nim pielęgniarka, wbiegli niemal natomiast do sali. Doktor zatrzymał się w nogach mojego łóżka i przez chwilę wpatrywał się we mnie. Wydawał się być bardzo przyjazny, a uśmiech który mi posłał na przywitanie, nieco mnie uspokoił.
-Dzień dobry, Sophie. Dobrze widzieć, że już się obudziłaś.
-Dlaczego tutaj jestem?- odezwałam się po raz pierwszy. Przez moment myślałam, że powiedział to ktoś inny niż ja, ale jednak ten cichy, zachrypnięty głos należał do mnie. Odchrząknęłam cicho i rozejrzałam się za czymś do picia.
-Zaraz przyniosę wodę.- odezwała się pielęgniarka, wyczytując z mojego zachowania, ze tego właśnie potrzebuję i posłałam w jej kierunku wdzięczny uśmiech. Gdy spojrzałam na lekarza, momentalnie przybrałam poważny wyraz twarzy.
-Czy uzyskam odpowiedź na moje pytanie?
-Oczywiście, Sophie. Powiem ci wszystko, ale pomimo wszystko musisz obiecać, że po tym, co usłyszysz nie możesz się denerwować. Twój stan jeszcze nie jest zbytnio stabilny…-urwał i wziął do ręki tablicę zahaczoną o łóżko. Zapisał cos na niej i powiesił na swoim miejscu. Przysunął krzesło spod ściany i usiadł na nim, znowu lustrując mnie wzrokiem.
-Doktorze…-ponagliłam go. Miałam już dość tego przeciągania.
-Twoja matka nalegała, żeby nic ci nie mówić.
-Tak, wiem. Pewnie powiedziała, ze to dla mojego dobra, ale mimo to chcę wiedzieć co się stało, że jestem tutaj i moje ciało wygląda jak wygląda.- spojrzałam we wstrętem na gips.
Uśmiechnął się pokrzepiająco i delikatnie poklepał moją „zdrową” rękę.
-Miałaś wypadek. Samochód, który go spowodował uderzył w stronę, po której siedziałaś, dlatego twoja lewa strona ciała odniosła bardzo poważne obrażenia. Masz złamaną rękę, nogę oraz kilka żeber. Na szczęście, żadne nie przebiło płuca.- dodał szybko, widząc zapewne przerażenie malujące się na mojej twarzy.- Do tego jeszcze wstrząs mózgu. To najpoważniejsze objawy, jakie udało nam się zarejestrować na dzień dzisiejszy, jednak wciąż prowadzimy dalsze badania. Będę cię informował na bieżąco, ale jesteśmy pozytywnie nastawieni. Wyzdrowiejesz, teraz nic nie zagraża twojemu życiu.- zakończył, po czym posłał mi pocieszający uśmiech.- Za chwile przyjdzie pielęgniarka podąć ci środki przeciwbólowe. W razie czego wiesz jak nas wezwać.
  Skinęłam głową, spuszczając wzrok na białą pościel. Ostatnie słowa mężczyzny ledwo do mnie docierały. Przeżyłam szok. Nie pamiętałam nic z żadnego wypadku.
-Od kiedy tutaj jestem?- spytałam jeszcze, zanim wyszedł z pokoju.
-Odkąd cię tutaj przywieziono minął tydzień.
-Dziękuję.- odparłam cicho, nie obdarzając go spojrzeniem. Hura! Miałam to co chciałam. Tylko wcale nie ucieszyło mnie to, co usłyszałam i nie poczułam się przez to lepiej.

 Mama obudziła się jakiś czas później i pierwsze co zrobiła to przytuliła mnie delikatnie. Widziałam kolejne łzy, spływające po jej policzkach. Nie znosiłam, kiedy płakała, był to dla mnie bolesny widok, a szczególnie, kiedy łzy były ronione przeze mnie. Jak przystało na opiekuńczą matkę, zaczęła mnie bombardować pytaniami, jak się czuję, czy coś mnie boli, itp. Szybko zaprzeczyłam i nawet przy tym nie skłamałam. Leki, które podała mi pielęgniarka były naprawdę skuteczne.
-Muszę zadzwonić do taty. Ucieszy się wiedząc, że już się obudziłaś. Zaraz do ciebie wrócę.- pogłaskała mnie po policzku i pocałowała w czubek głowy.
- Nie śpiesz się i tak nie mam zamiaru się stąd ruszyć.- próbowałam zażartować, ale raczej mi to nie wyszło. Obdarzyła mnie jeszcze jednym smutnym uśmiechem i wyszła tak jak wcześniej lekarz.

Nie minęło nawet pięć minut, mojego samotnego leżenia w łóżku, gdy usłyszałam niepewne pukanie do drzwi. Myślałam, że to mama, ale po co by pukała? Zamiast tego do środka wszedł, opierając się na kulach młody chłopak, o krótkich blond włosach, na moje oko był mniej więcej w tym samym wieku co ja. Poszedł bliżej i mogłam dostrzec malujący się ból i troskę w jego błękitnych tęczówkach. Widocznie coś go dręczyło i miał z tego powodu wyrzuty sumienia.
-Hej, Soph. Jak się czujesz?- próbował się uśmiechnąć, ale udało mu się tylko wykrzywić usta w grymasie.
Uniosłam brwi. Skąd on znał moje imię? Jednak zignorował moje pytające spojrzenie i kontynuował.
-Boże, Sophie tak strasznie mi przykro. Nie chciałem, żeby to wszystko tak się skończyło.- machnął ręką w moją stronę i zacisnął wargi. Po jego policzkach zaczęły spływać łzy.- Nie wiem co we mnie wtedy wstąpiło. Byłem tak strasznie wściekły. Gdybym w porę dostrzegł tamten samochód, to wszystko wyglądałoby inaczej.
A więc to on ze mną wtedy jechał?, pomyślałam, wciąż się nie odzywając.
-Przepraszam, naprawdę nie chciałem.- zrobił kolejny krok w moją stronę, ale tym razem go zatrzymałam. Po moich słowach w jego oczach wyczytałam tylko przerażenie.
-Jasne, wszystko okej. Dzięki za twoje słowa, ale może najpierw mi powiesz kim ty do cholery jesteś?

16 komentarzy:

  1. oooo kurde! Nie pamięta Nialla... jak dobrze, że nikogo nie uśmierciłaś! Tak się bałam, że Niall zginie!! ufff
    Wszystko jest idealne!! czekam na kolejny :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie przesadzaj, perspektywa Harrego jak najbardziej Ci sie udala :D biedna Soph, cala polamana, mam nadzieje ze bedzie mogla dalej anczyc, ze to nie sa powazne zlamania. A Niall to Niall, wspolczuje mu ze go nie pamieta, itp, ale i tak pozostaje w Team Harry :p widzisz jak na ciebie dziala dobra "motywacja" (grozenie) ze w jeden dzien napisalas caly rozdzial :D jestem z ciebie dumna i tez cie kocham sis :*

    OdpowiedzUsuń
  3. To Cię naszła wena!
    Sophie straciła pamięć!
    No ale... Jak?
    Przecież pamięta rodziców!
    Dawaj mi tu kolejny rozdział, kochana! <3
    @TheAsiaShow_xx

    OdpowiedzUsuń
  4. Dzisiaj chyba jest jakieś święto...moje ulubione opowiadania dodają rozdziały :)) Po prostu cud, miód, malina!
    Zaraz czyli Shopie straciła pamięć? Oj, to nie będzie wyglądać dobrze. Niall się załamie... Oby tylko mogła dalej tańczyć, bo jak nie... to już wspominałam, dwóch ukatrupie! Najgorsze jest to że dwóch chłopaków jest w niej zakochanych, a ona stoi po mniędzy nimi... ale w sumie straciła pamięć... teraz wszystko mi się miesza... Jestem ciekawa co dalej wymyśliłaś. Ja tu teraz mam natłok myśli. Co z Harrym? Pewnie teraz ma ochotę mu przywalić Niallowi za ten wypadek. Jeśli teraz straciła pamięć.. Niall, Harry..o boże....jakaś tragedia, nie wiem co teraz się stanie.
    Sama nie wiem co jeszcze napisać, bo ten komentarz robi się bez sensu. Ja mogłam bym dalej tak nawijać ale wiesz... nie wyszło by to na dobre, bo jak ja się rozgadam....w sumie to sama widzisz ;))
    Czekam na następny :)) Weny, dużo weny ci życzę!
    Miłej niedzieli :))

    OdpowiedzUsuń
  5. No wiesz, zrozumiałabym wszystko, ale nie to, że Niall miałby wykorzystać tę sytuację na tej domówce u Harry'ego. Ej no, nie oskarżaj mi tutaj Horanka Harry, bo cię zamorduję!
    Nie no, może trochę przesadzam.
    Nooooo nie, amnezja? Serio? Sophie w większe bagno się wpakować nie mogłaś! Rany. Tylko proszę, nie wyskakuj mi teraz, że przestaniesz lubić Niall'a i rzucisz się w objęcia Harry'ego, bo zwiariuję. Naprawdę.
    Ech, wybacz że tak krótko i beznadziejnie. Po prostu nie wiem, co dalej napisać a takie lanie wody jest bezsensu. Kocham cię i życzę ci weny, skarbie ;* xoxo

    OdpowiedzUsuń
  6. No nie powiem, kazałaś nam trochę poczekać na ten rozdział, ale wiesz co? Po pierwsze,absolutnie Cię rozumiem, bo wiem, co to znaczy totalnie nie mieć głowy do pisania, kiedy jest tyle nauki. A po drugie - było warto, uwierz :)
    Ale się to wszystko poplątało, Boooże! Wiedziałam, że wyjście Sophie do wściekłego Nialla jest złym pomysłem. Swoją drogą, Horan nigdy nie kojarzył mi się z takim furiatem, który totalnie nie panuje nad sobą, kiedy się wkurzy... I szkoda mi w tym wszystkim Harry'ego, bo faktycznie, blondas powinien się domyślić, że zależy mu na przyjaciółce. Ale cóż, różnie to w życiu bywa.
    I ona straciła pamięć? A przynajmniej chyba częściowo, bo rodziców kojarzy, ale swojego chłopaka najwyraźniej nie. Wszystko się totalnie poplątało i wolę nie myśleć, jakie wyrzuty sumienia ma biedny Niall... Tak, szkoda mi go, cholernie. Przecież nie chciał tego zrobić, a to wszystko tak strasznie wyszło...
    Czekam na odwiedziny Hazzy, a co za tym idzie - na kolejny rozdział :D

    OdpowiedzUsuń
  7. Boże jak to wypadek!?
    Coś czuje, że całą tą sytuacje, że ona nic nie pamięta wykorzysta Harry, aby się do niej zbliżyć. Mam nadzieję, że Niall jednak zrobi wszystko aby sobie go przypomniała i dalej będą darzyć się ogromnym uczuciem.
    Super piszesz i czekam na kolejny rozdział :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Aaaa!! moim zdaniem cudo :)) Perspektywa Harrego jak najbardziej ci się udała. Muszę przyznać, że kibicuje Harremu. Nie chodzi o to, że on najbardziej mi się podoba- bo tak nie jest! On po prostu tak bardzo mi się tutaj spodobał, na prawdę! Ale jednak szkoda mi Nialla, widać że strasznie mu z tym co zrobił, dlatego nie chciałabym dla niego czegoś zlego :))
    Czekam na kolejny <3

    OdpowiedzUsuń
  9. Kiedy next???

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Postaram się dodać coś za niedługo... Wszystko zależy tylko i wyłącznie od mojej weny, jak na razie mam brak pomysłów na ciąg dalszy :)

      Usuń
  10. Dalej zajebisty jest

    OdpowiedzUsuń
  11. Kiedy będzię następny rozdział ? Bo coś długo nie dodajesz.. :<

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, wiem o tym ;c Postaram się coś dodać, gdy przeniosę wszystkie rozdziały na wattpad. Tam możecie spodziewać się kolejnych rozdziałów. Tutaj już raczej nie będę ich publikować :)

      Usuń